Wiecie jak przyjemnie się zaskoczyć? Trzeba chwycić pierwszy lepszy z brzegu lakier i... nie mieć czasu malować paznokci bez konieczności! ;) Kto czyta moje notki wie, że BARDZO rzadko piszę o trwałości lakierów. Dzieje się tak, ponieważ od ok. 10 lat jeden z moich paznokci bez względu na stosowane środki rozdwaja się, ale w bardzo nietypowy sposób - pęka wzdłuż płytki paznokcia, zawsze do tego samego miejsca. Dlatego też, jeśli lakier wytrzyma dłużej niż dwa dni bez odprysków (o startych końcówkach nie mówię, bo to 24 godzin zazwyczaj nie wytrzymuje) to mamy tzw. święto lasu. Flormar nr 398 spowodował u mnie szok. Jest jak ciemna noc, prawie czarny pomimo że w buteleczce wygląda na granat z niebieskim shimmerem. Nakłada się szybko, łatwo i przyjemnie i schnie w przyzwoitym tempie. Jednak nie to wywołało szok... Zdjęcia, które zaraz zobaczycie zrobiłam... po TRZECH intensywnych dniach noszenia go na paznokciach! Chyba, żaden lakier nie wytrzymał w tak dobrym stanie na moich paznokciach tyle dni! Tylko na jednym paznokciu widać startą końcówkę, a nie malowałam nim paznokci na tzw. zakładkę. Z resztą co ja się będę rozpisywać... Zobaczcie :)
Jak Wam się podoba ta granatowa czerń? Ja jestem zauroczona trwałością lakieru. To mój pierwszy Flormar i muszę powiedzieć, że jeśli inne ich lakiery spisują się też tak świetnie to będą to jedne z moich ulubieńców ;)


































