To mój setny post, co z jednej stron napawa mnie dumą, z drugiej powoduje pewne wątpliwości, ale dajemy radę.
A co do wątpliwości to właśnie ten lakier je we mnie budzi. Co na niego spojrzę zastanawiam się, czy to czerwień, czy pomarańcz, a może różowy. Typowy koralowy odcień. Lubię takie zmieniające się pod wpływem światła kolory, bo to właśnie może zmieniać charakter danego manicuru. Jest tylko jeden minus pod tym względem... Zdjęcia nie oddały jego piękna, bo na nich ujawniał te swoje ukryte pomarańczowe tony :P Może dlatego dziś niewiele zdjęć, ale mam nadzieję, że oddadzą one urok tego lakieru.
Colour Alike to jedna z moich ulubionych firm lakierowych, bo w ich ofercie znajduje się wiele niepozornych kolorów, więc kiedy go wygrałam profilu Colorowo bardzo się ucieszyłam. Wprawdzie miałam na oku inny kolor, ale musiałam zdecydować się na coś innego i trafiło na Coral Red. Piękny kolor, cudownie wyglądający na paznokciu, ale niestety niesamowicie należy on do lakierów, którym trzeba poświęcić chwilę, bo schnięcie pozostawia wiele do życzenia. I tak uważam, że warto, bo lakier i rozprowadza się bajecznie i jeszcze lepiej potem wygląda.
Z racji, że to weselne mani, a ja nie byłabym sobą przy kremowym lakierze zdecydowałam się na naklejki 3D, na które skusiłam się robiąc zakupy na qnszt.pl. Cóż tutaj nie będę się zachwycać. Fakt są piękne, ale ile ja się stresu najadłam to mało. Najpierw myślałam, że to naklejki wodne, potem nie chciały zejść i się urywały, na koniec jedna się w ogóle nie przykleiła i ratowałam się top coatem. Dodatkowo niestety naklejki nie przylegały ładnie do paznokcia. Na opakowaniu wyraźnie napisano, żeby nałożyć dwie warstwy topu, ale po 4 (usiłowałam ratować tą niedoklejoną i mi się udało ;)) nadal zahaczały, a ja się denerwowałam, że zaraz odpadną. Ale i tak spisały się dobrze, bo pomimo haczenia wytrzymały do dziś! :) A teraz czas na zdjęcia ;) Mam nadzieję, że będziecie zauroczone jak i ja prostotą i elegancją :)
A teraz powiem tak... niech mnie ktoś szybko i skutecznie zmotywuje do pisania mgr, bo zostały dwa tygodnie, a Wasze blogi nadal są ciekawsze!
































