Ufaj próbnikom. To jest moja lekcja, która tyczy się lakieru, który dziś pokażę, bo on ujawniał wszystkie wady o których przeczytacie, a i tak go kupiłam.
W sumie zdjęcia zrobiłam już dawno, ale ciągle wahałam się, czy pokazywać tu te swatche. Doszłam jednak do wniosku,że nie mogę ciągle pokazywać tylko lakierów, które mnie zachwyciły. Od czasu do czasu musi pojawić się i "bubel". Słowo to też niekoniecznie oddaje charakter tego lakieru. Rozmawiałam z kilkoma posiadaczkami Salon Perfect Electric Grape i one zdecydowanie nie miały z nim tak dużych problemów jak ja. Co mi w nim nie pasuje? Przede wszystkim kolor! Miał być neonowy fiolet, a jest... no właśnie ciemny, matowy i nieciekawy odcień, a zawarte w nim drobinki wcale nie dodają mu uroku. Kolejną rzeczą jest konsystencja. Ach jaki to ciężki w obsłudze lakier! Glut jakich mało, który pomimo bardzo dobrego krycia (biel w ogole nie jest potrzebna)... niesamowicie smuży! Miałam wrażenie, jakby malując kolejną warstwę lakier ściągał poprzednią pędzelkiem! Ostatnim minusem, o którym wspomnę jest... trwałość. Już kilka godzin po pomalowaniu miałam na końcówkach (co zobaczycie na zdjęciach) widoczne odpryski. Chciałam mu dać drugą szansę, więc nałożyłam na niego stemple, ale pomimo tego (i ofc. kolejnej warstwy top coat) lakier na drugi dzień dosłownie schodził płatami. Dawno czegoś takiego nie widziałam! Nawet moja Miss Conduct nie odpryskuje tak bardzo!
Zapraszam na zdjęcia.
I jeszcze mała próbka ze stemplami (oczywiście z płytki B. Loves Plates)
I jak... podoba Wam się kolor? Strasznie żałuję, że mi się z nim tak źle współpracowało. Szkoda mi go było jednak wyrzucić, bo kilka dziewczyn go sobie chwali i wiem, że pomimo trudności z nakładaniem lakier może ten niejednej lakieromaniaczce skraść serce. Dlatego też, jakby któraś była zainteresowana wrzuciłam do do zakładki wyprzedażowej. Może akurat ktoś się skusi ;)


