Ja bez bicia przyznaję się, że jestem maseczkowym "junkie". To chyba mój ulubiony sposób pielęgnacji. Kiedy na spotkaniu blogerek okazało się, że Tołpa postanowiła podarować nam m.in. maseczki bardzo się ucieszyłam. Przede wszystkim dlatego, że lubię ich kosmetyki, a na chwilę obecną szkoda mi dać ponad 7 zł za maseczkę, kiedy sprawdzają się u mnie te tańsze.
Maska-peeling hydroenzymatyczny na twarz, szyję i dekolt ma wygładzić, nawilżyć i poprawić koloryt skóry. Dla mnie najważniejszym z tych aspektów jest nawilżenie. No dobrze przyznam się, że jestem trochę na bakier z kremami. Ot zawsze mam wrażenie, że się cała kleję. Staram się je używać, ale jakoś jak mam okazję sobie odpuścić to na pewno to wykorzystam. Obecnie kończę właśnie krem z tej serii Tołpy, więc pomyślałam, że ta maseczka to dobre uzupełnienie. Opakowanie jest podzielone na dwie saszetki po 6 ml, przez co nie muszę się martwić, że marnuję produkt. Stosowałam ja za każdym razem przed porannym prysznicem (maseczka wygląda jak najzwyklejszy krem, więc postanowiłam Was nie straszyć moją zaspaną twarzą i tłustymi włosami ;P) i muszę to przyznać. Już poluję na jakieś promocje, żeby kupić większą ilość tej maseczki! Jestem dosłownie w niej zakochana! Moja skóra nie była tak nawilżona nawet przy codziennym stosowaniu kremów! Jest miękka, jędrna i wygląda dużo lepiej niż przed zastosowaniem. Może to ten poprawiony koloryt?
Na składach ja się nie znam, może którąś z Was on zainteresuje, ale ja mogę powiedzieć, że u mnie się sprawdza ;)
Bez bicia się przyznam, że nie znam się na pielęgnacji. Ale wiem, że ta maseczka spisuje się świetnie. Czuję to za każdym razem na mojej skórze. Jedyny minus to jej cena, ale na pewno nie raz do niej wrócę.
A może Wy polecicie mi jakieś fajne maseczki?
